22.02.2016

Pij więcej wody



Woda - jeden z czterech żywiołów. Niezbędna do życia, wzrostu roślin. Powierzchnia Ziemi w 70% zapełniona jest przez wodę. Ale tak naprawdę czy my o niej pamiętamy? Wiesz, ile litrów wody pijesz dziennie? Myślisz, że dostatecznie nawadniasz swój organizm? Warto się nad tym zastanowić.

źródło

Jednym z łatwiejszych i najmniej czasochłonnych sposobów na sprawdzenie stanu nawodnienia jest przyjrzenie się, jaki kolor ma nasz poranny mocz i w ogóle mocz w ciągu dnia. Ciemna barwa moczu świadczy o poważnym odwodnieniu. Warto taką skalę sobie wydrukować i zamontować gdzieś w łazience - dzięki temu można na bieżąco kontrolować stan nawodnienia, a jest to całkiem zabawne i dodatkowo motywuje do picia wody!

źródło

Niestety smutna prawda jest taka, że większość z nas znajduje się w stanie chronicznego odwodnienia. Nie dbamy o to, ile i co pijemy, a to bardzo źle. Odwodnienie niesie za sobą wiele skutków, których nawet byśmy się nie spodziewali. Może prowadzić do bólów głowy, migren, problemów żołądkowych, problemów z koncentracją, obniżonej wydolność fizycznej. Oprócz tego może pojawić się uczucie zmęczenia i znużenia, osłabienie apetytu, skurcze mięśni, zaczerwienienie skóry, wysychanie spojówek, błon śluzowych oraz skóry, dyskomfort w jamie brzusznej oraz zaparcia.


Jak widać skutki odwodnienia są mocno uciążliwe - chyba nikt nie lubi borykać się z bólem głowy czy brzucha. Dlatego warto przyjrzeć się swojej diecie i stylowi życia i nawet małą zmianą nawyków wpłynąć pozytywnie na organizm.



Ile wody pić? 

Tutaj zdania są podzielone: 1.5 l, 2.5 l, czasem nawet 5l. Według mnie najlepszym sposobem jest samodzielne wyliczenie dziennego zapotrzebowania na wodę - w gruncie rzeczy jest to sprawa bardzo indywidualna. Wzorów na obliczenie zapotrzebowania na płyny jest wiele, jednak te dwa wydają mi się najlepsze:


1ml wody na każdą kcal spożywanego pokarmu

waga ciała (kg)/ 10 x 0,3l = liczba litrów wody dziennie


Pamiętajmy, że wzrost zapotrzebowania na wodę pojawia się u osób aktywnych fizycznie, pracujących siłowo, przebywających w wysokich temperaturach, przy diecie o wysokiej zawartości białek czy błonnika. Wodę możemy dostarczać nie tylko w tej butelkowanej postaci - woda z owoców, warzyw, soków także wlicza się do naszego wodnego dziennego spożycia.


Dobrym sposobem na zapobieganie odwodnieniu jest zainstalowanie na telefonie aplikacji, która będzie nam przypominać o piciu wody. Obliczy też nam dzienne zapotrzebowanie na płyny w zależności od wieku, wagi, aktywności fizycznej. Jest to świetna opcja i przypominacz - telefon nosimy ze sobą wszędzie, a na pewno nasze samopoczucie niesamowicie się poprawi!



Gorąco zachęcam Cię do zadbania o nawodnienie organizmu - nie ma żartów! :)



Pozdrawiam, Aleksandra W.

09.02.2016

'100 minut dla urody' - sposoby na piękno z lat 70.



Dom mojej babci pełen jest książek. Od encyklopedii zdrowia przez powieści aż po poradniki i religijne lektury. Półki uginają się od egzemplarzy dotyczących alternatywnej medycyny i ziołolecznictwa. 
Wśród tych wszystkich grubych, ciężkich książek znalazłam coś, co kompletnie mnie oczarowało.


Muszę przyznać, że czasem zastanawiałam się, jak kiedyś radzono sobie z urodowymi problemami. Nigdy jakoś nie miałam okazji, by wypytać o to moje babcie, dlatego cieszę się, że udało mi się znaleźć taki skarb.


Jak widać, książka została wydana na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, czyli w czasach młodości i macierzyństwa moich babć. 



Pachnie starością, a kartki są przyjemne w dotyku. Postanowiłam podzielić się z Wami wiedzą zawartą w tym poradniku.
Dzięki temu wspólnie dowiemy się, jak kiedyś postępowano z włosami, cerą, jakie były sposoby na jędrne ciało i czym była w tamtych czasach elegancja. Być może jakieś rady przydadzą się nam w dzisiejszym świecie, chociaż pewnie większość z nich jest nam wszystkim bardzo dobrze znana jako 'domowe, babcine sposoby' :)


Mam nadzieję, że taki trochę historyczny cykl na blogu przypadnie Wam do gustu. 
Ja wprost nie mogę się już doczekać!



Pozdrawiam, Aleksandra W.

03.02.2016

Plączące się włosy

Zapewne nie tylko ja borykam się z tym nieprzyjemnym problemem. Mogę się założyć, że nie tylko dla mnie jest to mocno uciążliwe. Poza tym, problem ten sprawia, że mam ochotę obciąć włosy na krótko.


O czym mowa? Oczywiście o plątaniu się włosów!



Włosy plączą się z wielu powodów. Najczęściej kołtuny pojawiają się na suchych, zniszczonych kosmykach, włosach źle pielęgnowanych, niedokładnie czesanych czy wytarmoszonych wiatrem.


Jeśli masz problem z plączącymi się włosami, zastanów się, w jaki sposób o nie dbasz.


1. Włosy gładkie mają najmniejsze tendencje do plątania się. Jeśli Twoje włosy są szorstkie, nieprzyjemne w dotyku, suche i sianowate - zadbaj o ich nawilżenie i ochronę.

 
Przed myciem nakładaj na kosmyki olej, który im służy.
Włosy myj powoli i dokładnie, nie staraj się ich trzeć, jedynie ugniataj je wytworzoną pianą.
Stosuj emolientowe maski, które mają w składzie oleje.
Nigdy nie trzyj włosów ręcznikiem - odciskaj nadmiar wody i delikatnie osuszaj włosy.
Używaj odżywki bez spłukiwania, co ułatwi rozczesywanie włosów.
Sięgaj po silikonowe serum i aplikuj je na końcówki albo nawet na całą długość włosów.


2. Kołtuny najczęściej pojawiają się po tapirowaniu włosów. Staraj się nie robić tego często, ponieważ ten rodzaj stylizacji bardzo niszczy i plącze włosy.


3. Staraj się jak najrzadziej używać lokówki czy prostownicy, by nie wysuszać włosów. Oprócz tego, jeśli suszysz włosy, pamiętaj, by robić to letnim nawiewem.


4. Włosy rozczesuj bardzo starannie. Staraj się ich nie szarpać, tylko delikatnie przeczesuj je szczotką lub grzebieniem. Jeśli Twoje włosy mają tendencje do plątania się, możesz czesać je kilka razy dziennie, by temu zapobiec.


5. Pamiętaj o regularnym podcinaniu końcówek. Szczególnie ważne jest obcięcie zniszczonych końców, kiedy to one właśnie najwięcej się plączą. Często po obcięciu suchych włosów problem kołtunenia się całkowicie znika.


6. Związuj włosy! Najlepszym sposobem zapobiegania plątaniu się włosów jest ich upięcie. Pamiętaj o tym, że podczas snu bardzo się wiercisz, a kosmyki niszczone są przez poduszkę. Do snu związuj włosy w luźny warkocz lub kok.
W wietrzną pogodę także staraj się mieć upięte włosy. Nic tak ich nie plącze jak silne podmuchy wiatru. Gdy wychodzisz na taką nieprzyjemną pogodę, miej pod ręką gumkę do włosów i zwiąż je. Zawsze też możesz ukryć je w kapturze lub pod czapką.



Mam nadzieję, że te rady okażą się pomocne i każda z Was pożegna się z problemem plączących się włosów raz na zawsze!


Znacie jeszcze inne sposoby na plączące się włosy?


Pozdrawiam, Aleksandra W.


26.01.2016

Włosowe postanowienia




Cześć, kochane!

Postanowiłam uporządkować sprawy związane z moimi włosami.
Potrzebuję w miarę konkretnego planu, którego istnienie będzie mi przypominało o celu.

A cel jest mniej więcej taki:
 długie
gęste
błyszczące
zdrowe

 Chciałabym mieć piękne, przyciągające spojrzenie włosy. 
Oj, postaram się o to :D

Zacznę od środka, czyli

1. Suplementacja


źródło
Znane chyba wszystkim tabletki, które magicznie przyspieszają wzrost włosów, paznokci, a także poprawiają stan cery.
źródło
2. Nie zapomnę też o tym, co dała nam natura! Czyli witaminy w najsmaczniejszej i najlepiej przyswajalnych formach. Ja stawiam na smoothies, zdecydowanie bardziej wolę pić, niż gryźć :)
Od środka zadbam o włosy, które dopiero będą rosnąć - dzięki temu nowe kosmyki staną się mocniejsze i zdrowsze.

Postaram się też wpłynąć na stan włosów, które obecnie mam na głowie. 
Tutaj liczy się terapia od zewnątrz, czyli
3. Olejowanie - zabieg, który kilka lat temu, doprowadził do ładu moje zniszczone prostownicą włosy. Obowiązkowo, przed każdym myciem, będę nakładać olej na przynajmniej godzinkę.
 W szafce do wykorzystania czeka olej kokosowy i lniany. Wykończę je jak najszybciej i zaopatrzę się w oliwę z oliwek, bo ona pomogła moim włosom najbardziej spektakularnie.

4. Maski, odżywki postaram się nakładać na pół godziny po każdym myciu włosów. Ubytki we włosach uzupełnią proteiny, humektanty pięknie je nawilżą, a emolienty ochronią.

5. Wcierki
źródło
 Śmierdziel, jakich mało. Na szczęście zostało mi pół buteleczki i zamierzam rozprawić się z tym w tydzień/dwa. Aplikator jest bezbłędny, dlatego później przeleję do tego opakowania inną wcierkę, która czeka już w kolejce:
źródło



To będzie mój pierwszy raz z Jantarem, ale właśnie nadszedł czas na ten ciężki kaliber. Oby wyrosły mi dzięki niemu miliony włosów, które straciłam w wyniku okropnych stresów :D

Zapomniałabym o najważniejszym: czas obciąć końcówki!


A Wy macie postanowienia związane z włosami?
A może znacie jakieś sprawdzone sposoby na naprawienie włosów? :)




Pozdrawiam, Aleksandra W.

 

22.01.2016

Dlaczego nie wolno nic odkładać na później i dlaczego ja to robię

Przykre obowiązki, nieprzyjemne sprawy, które musimy załatwiać, potrafią nieźle zniechęcić nas do działania. 
Moją piętą Achillesową jest oddawanie sprawozdań, prac, papierów w terminie. Co tydzień mam chemię i co tydzień oprócz tzw. wejściówki, czyli kartkówki na początku zajęć, muszę napisać sprawozdania z tego, co wykonywałam na danych ćwiczeniach. Nie jest to bardzo trudne, nie jest nadzwyczaj wymagające, ale jednak każda próba zrobienia sprawka kończy się rozdrażnieniem z mojej strony i odłożeniem tego na później.

Semestr się kończy i z mojego odkładania na później pozostało kilka nieoddanych sprawozdań. Nawet z października!
Wiedziałam o tym od dawna, mimo tego papiery leżały sobie wesoło w szafce kompletnie nieświadome tego, że kiedykolwiek sobie o nich przypomnę. 

Wcale nie jest mi z tym dobrze.
Jestem niezadowolona.

Prawda jest taka, że odłożenie tego na później nie sprawiło, że przestałam o tym myśleć.
Od kilku miesięcy ciągle miałam gdzieś w głowie to, że czeka mnie zaległa robota.
Czułam, że te papiery wiszą nade mną i dociskają mnie do podłogi, jak jakiś ogromny plecak. 

Wiecie, co mam z tego odkładania? 
Zmęczenie, zmartwienie i zbliżający się nieubłaganie termin oddania.

Wiecie, czemu nie wolno odkładać nic na później?
Bo, mimo tego że sprawy schowamy do szafki, zamieciemy pod dywan, czy usuniemy z listy w kalendarzu, one wracają jak bumerang i pilnują, byśmy się za bardzo nie wyluzowali. Myśli o zalegających papierach pojawiają się przy obiedzie, czy oglądaniu filmu. Nie dają nam żyć, choć nie jesteśmy tego świadomi. Siedzą z tyłu głowy i trują nam dupę.

A wiecie, czemu wszystko odkładam na później?
Bo jestem okropnym leniem. 

Nie bądźcie jak ja, nie dajcie tym okropnym papierom was stresować.
Ja zaczynam z tym walczyć. 
Robię wszystko od razu!

Aleksandra - Sprawozdania
1: 0


Pozdrawiam, Aleksandra W.

20.01.2016

Kobo Professional - Mono Eye Shadow 128 DEEP BLACK

Dzień dobry!

Dzisiaj trochę kosmetycznie :)
 Mam dla Was recenzję cienia marki Kobo Professional - Mono Eye Shadow w kolorze 128 DEEP BLACK.




Cień jest zamknięty w małym okrągłym pudełeczku, które wydaje się być niezbyt trwałe. Jak na razie nic się z nim nie stało, ale też nie upadł mi ani razu. 





Nie znalazłam nigdzie informacji o tym, ile gram cienia mieści się w jednym opakowaniu. Używam go od kilku miesięcy i muszę przyznać, że jest bardzo wydajny.





Ma wspaniałą pigmentację. Szczególnie przy użyciu mokrego pędzelka kolor jest niesamowicie głęboki. Efekt wzmacnia się, jeśli cień nałożymy na podkład lub bazę. Dodatkowo jest bardzo trwały. U mnie świetnie sprawdza się w roli eyelinera, ma mocny kolor i przy jego użyciu można zrobić naprawdę ładne kreski. Trzeba bardzo uważać, bo obsypany brudzi wszystko bardzo mocno :)




Niestety, nie jestem w pełni z niego zadowolona. Cień jest bardzo, bardzo kruchy - pierwszy raz spotkałam się z czymś takim. Nie można zabrać go ze sobą nigdzie, bo od wstrząsów w kosmetyczce od razu się kruszy (koleżanka ma inny odcień i jej cień także jest bardzo delikatny). Naprawiałam go już z siedem razy przy użyciu spirytusu. Nie wiem, czy tylko mój egzemplarz taki jest, ale na dnie cienia znajdowały się fioletowe drobinki i podczas napraw wyszły na wierzch :(. Na szczęście nie widać ich mocno na powiece. 



Producent twierdzi, że kryje niesamowicie i jest bardzo trwały. I ma rację! Nigdy nie miałam cienia, który jest tak znakomicie matowy i tak ładnie kryje. 

Pojedynczy cień w opakowaniu kosztuje ok.20 zł, ale o połowę taniej można kupić wsad do paletki.

Polecam, myślę, że warto go wypróbować! Szczególnie jako eyeliner :)


                                                                                                                                                                                                                                                                          Aleksandra W.

18.01.2016

Przestań szukać wymówek!

Nowy rok - nowa ja. 
Pewnie bardzo dużo z was to sobie powiedziało. Przyznaję się - ja też. Pierwszy raz w życiu uznałam, że nowy rok może być początkiem zmian. Nie przypisuję do tego żadnej filozofii, nie szukam wyjaśnień: zaczął się nowy kalendarz, mogę i ja zacząć od nowa!

Lubię wyglądać dobrze, a nawet świetnie - no ale umówmy się, chyba każdy lubi :)
Miałam w swoim życiu okres, gdy ćwiczyłam bardzo regularnie, prawie codziennie i czułam się wtedy jak milion dolarów. Jakoś tak jest, że z wiekiem motywacja mi siadła, a ja razem z nią - jak GOLF 3 na glebie. 

tak siadłam.  źródło


Gdy mówię to koleżankom, te łapią się za głowę: jak to, dobrze wyglądasz, szczupła jesteś, co ty gadasz. Nie rozumieją, a ja tylko rozkładam ręce. Do tej pory trochę sama nie wiedziałam, o co mi chodzi. Teraz już wiem: chcę być jędrna, nabita, ładnie umięśniona i smukła.
Z okrągłym tyłeczkiem i płaskim brzuchem. 
Chcę więcej niż wyglądać pięknie w ubraniach - chcę wyglądać pięknie bez nich! 

Tu zaczął się absurd. Ja źle się czułam z moim leniem, leń mnie przyklejał do krzesła, krzesło spłaszczało pupę, a ja szukałam wymówek.

1. Ćwiczenie w domu z Chodakowską, Mel B? Fajne babeczki, są efekty. 
No taaak, ale w domu to ja nie lubię, wstydzę się, nie mam miejsca i w ogóle nie czuję, że coś robię. 
No brawo, brawo ja!

2. Pójdę biegać, bieganie pomaga na wszystko, nawet buty mam już kupione! 
Wszystko super, tylko spadł śnieg, mrozy -15 i ślisko - przecież mogę się przeziębić, złamać rękę. 
Teraz czytam, co ja sobie myślałam, i ręce opadają.

3. Może na siłownię? 
Ojej, ale nie mam z kim, żadna koleżanka nie chce, sama się wstydzę i nie umiem.

Tak minął mój 2015 rok, z którego kompletnie nie jestem zadowolona (no, może nie kompletnie, ale w 60%).

Zaczęłam nowe studia, poznałam nowe osoby - takie, które ciągną mnie w górę, motywują. Dzięki nim przypomniałam sobie, że trzeba od siebie wymagać, trzeba się starać.

Dzięki temu problem nr 3 wyparował. 
Koleżanka postanowiła do lata być zgrabniutką laseczką. Przyłączyłam się. Zaczęłyśmy od razu, od nowego roku, od pierwszej kartki w kalendarzu. Początki były trudne, obie jesteśmy wstydzące się i wystraszone nowymi sytuacjami. Bałyśmy się podchodzić do urządzeń, do ciężarów, nawet krępowało nas wejście na bieżnię. Ale dałyśmy radę!

Nie szukajcie wymówek!
Pamiętajcie, że każdy kiedyś zaczynał, każdy był świeżakiem!
Nawet ten najbardziej umięśniony facet na siłowni był kiedyś chudziutki.
A ta zgrabna brunetka borykała się z nadwagą.

źródło

Najważniejsze jest to, że mamy chęć do działania.
Samo to, że mamy postanowienia i że staramy się, nawet przez ten jeden miesiąc, już jest ogromnym osiągnięciem, bo nie jesteśmy jak większość, która spędza czas przed TV.
Doceń siebie i to, że zaczynasz.


Pozdrawiam, Aleksandra W.

17.01.2016

Dobry wieczór

Potrzebuję czegoś nowego. 
Nie dlatego, że mi się nudzi. Nie dlatego, że mam za dużo czasu.
Chcę robić to, co chcę robić.

Dlatego zapraszam :)


Robię porządek w życiu,
Aleksandra W.